Wspomnienia - Garść Wspomnień PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 27 marca 2006 01:00
Spis treści
Wspomnienia
Wspomnienia W. Głakowskiej
Kółko Literackie
Garść Wspomnień
My i nasi profesorowie
Zabawa Noworoczna 1955
Babuszka
Wszystkie strony

Garść Wspomnień

Dużo czasu już upłynęło, dużo się zmieniło, odkąd opuściłem mury gimnazjalne, ja sam się zmieniłem, przeżyłem dość, jednak... A jednak czasy gimnazjalne są najmilsze, człowiek nie ma jeszcze kłopotów wieku dojrzałego, ma cel przed sobą, czy to następną klasę, czy choćby lekcje na dzień następny, ma kolegów rówieśników, a choć nawet jakiś przedmiot mógłby być skreślony z programu nauki, to jednak da się wytrzymać. Wierzcie mi, później są gorsze i cięższe kłopoty i zmartwienia.

I w Gimnazjum ma się ustalony porządek życia. Codziennie kilka godzin razem w szkole, a i popołudniu uczyliśmy się i włóczyli razem. Trzymaliśmy z sobą bardzo, była między nami "śtama", zadzierzgnęły się nici koleżeństwa, te może najtrwalsze więzi, bo i przyjaźń może się zatracić, ale pamięć koleżeństwa nigdy, zawsze pamięta się tą ławę szkolną i to lub owo przeżycie a jak zacząć przypominać, to coraz więcej tych wspomnień. Dziś stoi wspaniały gmach Gimnazjum u wejścia do miasta; dawniej, dawno całkiem uczyliśmy się na krańcu miasta, koło cmentarza. Dwie klasy rano, dwie popołudniu w małym domeczku, pod katedrą chowało się węgiel w zimie "na większe mrozy", ale za to w lecie były w ogrodzie jabłka, że aż palce lizać. Bieda była, skwierczało, śp. dyr. Tobiczyk, ten, który pierwszy pomyślał o Gimnazjum i stworzył je, był wielkim idealistą, ale nie nadzwyczajnym organizatorem. Tylko że kochał młodzież, kochał ją bardzo, drżał o nas, kiedyśmy do Chrzanowa zdawać jeździli, gonił się z nami na majówkach, które często sam prowiantował.

A pan Stankiewicz ten najuniwersalniejszy nauczyciel, czego on nie uczył? A potem powstało towarzystwo, dostaliśmy nowe pomieszczenie. Zaczęliśmy się stawać ludźmi, zawiązały się silniejsze więzy koleżeństwa, każdy rok coś nowego przynosił, silniej spajał. I dziś, choć rozlecieliśmy się na wszystkie strony świata, łączy nas tyle wspólnych przeżyć, przyjemnych i smutnych. Przybywali nam nowi troskliwi i dobrzy wychowawcy, odchodzili od nas starzy, odchodzili na zawsze. A wszystko wżerało się w duszę dobre i złe, smutne i wesołe pisało się w niej trwałymi literami. Są rzeczy, które musi się pamiętać całe życie.

Albo te zabawy gimnazjalne. Wynosiło się ławki do jednej klasy, karbidowe i naftowe lampki rzucały światło na ściany udekorowanych zielenią sal a ciocia rejentowa grała nieśmiertelne przedpotopowe walce, niezmordowana, uśmiechnięta i zadowolona, a myśmy sobie po butach deptali i popychali się. Tak było czarownie i nastrojowo, czasem nawet do północy. A te bufety, oficjalny i ten drugi, "od bólu zębów"...

Najważniejsze: nie mieliśmy belfrów - mieliśmy profesorów, którzy choć nie zawsze rozumieli, to jednak starali się zrozumieć, chcieli być i byli przyjaciółmi. Teraz jak popatrzeć na to wszystko wstecz, to się cały obraz trochę zaciera, nie ma tych silnych uwypukleń, całość podobna funkcji o wielu punktach zwrotnych, gdzie jednak więcej wartości dodatnich, a średnia wartość leży w polu pozytywnym wszystkich zmiennych. Nic mnie już z tym gimnazjum nie łączy. Z moich dawnych profesorów pozostał jedynie Pan Dyrektor Rymwidzki, grono nowe, uczniowie nowi, a jednak ciągnie mnie tam coś, nawet do tego nowego, imponującego, a przecież obcego gmachu. Lubię patrzeć, jak się na pauzach gonią i przypominam sobie dawne czasy i zdaje mi się, żem znów całkiem młody, że nie mam żadnych trosk i goniłbym się razem z innymi; a jak dzwonek się odezwie uświadamiam sobie, że nie dla mnie on dzwoni. A czasem tobym sobie tak chętni poszedł też do klasy, usiadł pod ścianą i słuchał, a może wyrwał się z czym.

Może to dziecinne a jednak prawdziwe, lubiłem i lubię to gimnazjum, polubiłem kolegów, nie zapomnę tych, co mnie uczyli. A potem koniec, matura i odprężenie: komers i żegnaj stary "Gimplu". Ale już za parę lat zjazd, pierwszy, znów się zobaczymy. Jednak to były najmilsze czasy.

Inż. M. Reich "Na linii startu" Jednodniówka wydana z okazji poświęcenia nowego budynku szkolnego dnia 20.11.1932 r.