Jarosławiec - 2012
Dzień jedenasty – „To już jest koniec…” PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 10 czerwca 2012 07:14

Nieuchronnie nadszedł ten krytyczny dzień, w którym musieliśmy opuścić nasze przytulne domki i udać się w drogę powrotną.
Nad ranem była panika – nagle nie można nigdzie znaleźć ręcznika, czystych skarpetek czy książki z biologii. Wiadomo, szał pakowania. Na szczęście, jakoś wszystko się znalazło na swoim miejscu i po obiedzie mogliśmy wyruszać. Czekała nas długa droga, podejrzewaliśmy że będzie to ponad dwanaście godzin. Chłopcy domagali się transmisji meczu otwarcia Euro 2012. Niestety (lub stety, zależy jak na to patrzeć) obyło się bez komentarzy typu „Błaszczykowski, podaj na środek!”. Musieliśmy się zadowolić relacją podawaną w radiu lub wynikami zamieszczanymi na Internecie.
Ale mimo wszelkich trudności, bezpiecznie i spokojnie dotarliśmy na miejsce.
Wszyscy zaliczamy ten obóz do jak najbardziej udanych

 
Dzień dziesiąty. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 10 czerwca 2012 07:07

Od samego rana czekały nas próby charakterów – najpierw zaliczenia z biologii (rozpoznawanie liści drzew) i chemii (przeliczanie stężeń). Nie obyło się bez małych problemów, takich jak mylenia buku z dębem czy potrójnego podchodzenia do kartkówki z chemii. Ale to się zdarza nawet najlepszym.
Około południa zainteresowani rozwojem duchowym udali się na procesję połączoną z Mszą świętą.
Po obiedzie nadszedł czas na rzecz, której wszyscy się obawiali od samego początku – też związaną z tematyką religijną.
Chrzest (bo to oczywiście o nim mowa) odbył się w malowniczej, nadmorskiej scenerii. W ruch poszły szyszki, deski, sól, pieprz, jajka, worki, kremy do opalania, resztki jedzenia z ostatnich trzech dni i kreatywność całej grupy. Chrzczeni musieli przejść kilka testów, między innymi takie jak: chodzenie po szyszkach, czołganie się, lewitowanie plus znajomość niektórych tematów z zakresu biologii i chemii.
Oczywiście nie mogło też zabraknąć magicznego napoju – ambrozji bogów. Mowa tutaj o tradycyjnej zupce, która występuje na praktycznie każdym chrzcie obozowo – kolonijnym. Myślę, że wiecie o co chodzi. Możemy się pochwalić – wszyscy zdali ten sprawdzian pozytywnie. Potem nastąpiła mała niespodzianka – Jaśnie Panujące przygotowały kilka zadań dla organizujących chrzest.
Po kolejnym przeżytym dniu przyszedł moment na chwilę zabawy- obozową dyskotekę, która dzięki wielkoduszności naszych władczyń mogła trwać aż do 01:00. Był w tym pewien chytrze ukryty haczyk – po paru godzinach skakania mieliśmy po prostu zbyt mało siły i energii by urządzić zieloną noc.

Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
 
Dzień dziewiąty. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
czwartek, 07 czerwca 2012 07:03

Zauważyliśmy jedną zależność – z każdym dniem pobudka przychodzi nam coraz trudniej. Na początku około 6 rano większość z nas była już na nogach, lub dobudzała się. Teraz, gdy zbiórkę mamy zaplanowaną na 7.45, dziesięć minut przed, rozpoczyna się panika w każdym domku.
Dzisiaj niektórym było dodatkowo ciężej wstać, po wczesno porannej wycieczce nad plażę – co odważniejsi postanowili zobaczyć wschód słońca. W tym miejscu szczególnie gorąco pozdrawiamy prof. Dorywalskiego. Po śniadaniu i standardowym bloku lekcyjnym dowiedzieliśmy się o czekających nas niespodziankach. Wcześniejszy obiad, a później trzydziesto minutowa krótka przerwa, by jakoś ogarnąć się i wszystko wokół – bo oto idziemy na basen!
Dziewczyny oczywiście wpadły w panikę, chwytając za maszynki do golenia rzuciły się w kierunku łazienek. Męska część obozu, widząc to miała niezły ubaw. Według nich cztery minuty na zabranie ze sobą kąpielówek jest całkowicie wystarczające.
Wróciliśmy by się przebrać i olśniło nas – każdy z nas się trochę opalił! Jesteśmy z siebie dumni i mamy zamiar jak najdłużej chwalić się naszą opalenizną po powrocie.
Wieczorem, ten, kto szczęśliwie uporał się z zadaniami z chemii mógł zasiąść przy ognisku, pośpiewać, pobawić się i pojeździć taczkami. Idealne zakończenie dnia.

Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
 
Dzień ósmy. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
czwartek, 07 czerwca 2012 07:01

Bardzo męczący dzień. Bladym świtem, czyli około godziny 7.30 dowiedzieliśmy się, że zaraz po śniadaniu, czeka nas bardzo ciekawa wycieczka do Słowińskiego Parku Narodowego. Dostaliśmy suchy prowiant i wsiedliśmy do autobusu. Ze względu na wczesną porę dnia, porażająca większość po prostu usnęła.
Najpierw udaliśmy się do Muzeum Słowińskiego Parku Narodowego w Smołdzinie . Naszą uwagę przykuł puchacz z wytrzeszczem. Ten zwierzak zrobił furorę i był głównym modelem naszej sesji zdjęciowej. Dowiedzieliśmy się wielu „nowych i ciekawych rzeczy”. A tak serio, to chyba każdy dobrze wie, że wizyty w muzeach nie należą do najbardziej fascynujących.
Następnie podjechaliśmy pod Słowiński PN i rozpoczęliśmy długi spacer – las, plaża – wydmy szare –wydmy białe- plaża – las – parking – autobus. Największą rozrywką było turlanie się z wydm (później piasek był dosłownie wszędzie), zbieranie kamieni dla kochanej profesor Lucy i dyskutowanie na przeróżne tematy.
Po kolacji (na którą rzuciliśmy się niczym wataha wygłodniałych wilków) postanowiliśmy obejrzeć zachód słońca. Co odważniejsi powtórnie wbiegli do morza.
Z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. Cieplutko Was pozdrawiamy!

Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
 
Dzień siódmy. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 06 czerwca 2012 11:34

Nasz obóz zbliża się powoli do końca, ale staramy się póki co o tym nie myśleć.
Poniedziałek okazał się dosyć pracowitym dniem – po dwa bloki lekcyjne na każdą klasę. Na szczęście dla nas, dzień bez chemii czy biologii to dzień stracony. Rozmowy o ekosystemach i łańcuchach pokarmowych to jak muzyka dla naszych uszu… No i oczywiście, ach te zagwozdki chemiczne, hi hi…
Jednak „Stężenie molowe” rozgromiło nasza grupę – tym razem można było zdawać jedynie trzy razy. Ale jak powszechnie wiadomo, zasady są po to by je łamać. Także, nikogo nie powinien zdziwić fakt, że niektórzy postanowili (oczywiście wyłącznie z miłości do Profesor Lucy) zdawać więcej razy.
Wieczorem mieliśmy okazję po raz pierwszy wbiec w fale i skąpać się w naszym, cudownym Bałtyku.
Jednak jedno trzeba przyznać. Ten obóz jest bardzo obfity we wszelkiego rodzaju kontuzje. Codziennie przybywa poszkodowanych – w większości są to chłopcy, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że to oni więcej się ruszają. Widząc grupę wracającą z orlika można się tylko domyślać, ile z nich następnego dnia nie będzie w stanie ruszyć byle palcem u stopy.
Jesteśmy przerażeni tempem w jakim ten obóz mija – dni przemykają nam między palcami jak nigdy, ale bardzo się cieszymy, że możemy ten czas spędzać razem. Integracja w stu procentach !
Jak zwykle przesyłamy Wam ciepłe pozdrowienia i moc uścisków z wietrznego Jarosławca.

 
Dzień szósty. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 06 czerwca 2012 11:31

Niedziela – dzień święty, wyczekiwany… dzień wolny. Śmiejcie się, ale na obozie naukowym nie ma luzów. I oczywiście, Jaśnie Panujące miały swój szatański pomysł na urozmaicenie nam czasu. Ale o tym później. Chcieliśmy Was uroczyście poinformować, iż w niedzielę masło na stołówce po raz pierwszy było normalne – to dla nas wielkie urozmaicenie, ponieważ zazwyczaj jest ono po prostu sypkie – mamy teorię, że jest to masło w proszku. Po rozkoszowaniu się miękkim, lekko poddającym się ruchom noża tłuszczu pochodzenia roślinnego, przyszedł czas na niespodzianki. Plan dnia przedstawiał się następująco: do obiadu uczestniczymy w „Podchodach”. Sześć konkurencji, kilka kilometrów biegu, kupa zabawy i śmiechu. Dostaliśmy około pół godziny na spakowanie wszelkich najpotrzebniejszych rzeczy. Przez określenie „najpotrzebniejsze” Jaśnie Panujące miały na myśli wszystko, co według nas może się przydać. Pomysłów było wiele: od materaca, krzesła, wieszaka, do miednicy i miotły.
Jeżeli Księżne chciały nas zmęczyć, to udało im się. Po obiedzie dostaliśmy kilka chwil na oddech, by nabrać sił na dalszą część iście diabelskiego planu. Jakże wielkie było nasze rozczarowanie, gdy dowiedzieliśmy się, że pomimo dnia wolnego mamy blok lekcyjny.
Ze smutnymi minami zebraliśmy się w salach i rozpoczęliśmy naukę… , gdy za moment nasze wychowawczynie dumnym krokiem wkroczyły i odczytały zarządzenie mówiące, że w związku z remontem pałacu Pierwszej Księżnej, wszelkie zajęcia lekcyjne są odwołane i mamy niezwłocznie udać się na zebranie.
Tu czekały nas kolejne konkurencje takie jak: wiązanie sznura ze skarpetek (czystych!), przebieranie się za zakonnice, księży i mumie, znalezienie najbardziej absurdalnej rzeczy jaką przywieźliśmy ze sobą na ten obóz i w końcu – pokaz różowej mody plażowej.
Po kolacji nie było wiele wolnego – aby aktywnie zakończyć ten udany dzień zorganizowaliśmy dyskotekę.
Chyba nikogo nie zdziwi gdy na koniec dodam tylko, że byliśmy niezmiernie zmęczeni po tym bardzo intensywnym dniu. Trzymajcie się tam zdrowo i ciepło – jesteśmy z Wami duchem i pozdrawiamy!

Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
Kliknij, aby powiększyć!
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2